O szkole

Historia

Patron

Sztandar

 
      Oferta szkoły
           

Baza dydaktyczna

Konkursy

Zajęcia pozalekcyjne

Rozwijamy pasje

Projekty, programy

Baza projektów
edukacyjnych 

Biblioteka

Dyrektorzy

Nauczyciele

 
         Uczniowie

Samorząd szkoły/świetlica

 
        Osiągnięcia

2015/2016

2014/2015

2013/2014

2012/2013

2011/2012

2010/2011

2009/2010








stronagłówna 1 2 3
4 56
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19

:::   :::   :::

1. miejsce w szkolnym konkursie literackim
zorganizowanym w ramach obchodów Dnia Patrona:

Jak to ze Zdziśka butami było

- Do startu... gotowi... start!
Ach! Doczekałem się nóg sportowca! Czuję, że nawet jego kroki są pełne profesjonalizmu. 
Mi i tak najbardziej podoba się, że jego skarpetki nie śmierdzą. Słyszałeś Prawy Bucie, jak cichostępy szemrały, że słyszały, jak trumniaki mówiły, że stopy sportowców łatwo się pocą? Kiedy potem usłyszałem, że jakiś Krzyszkowiak, który do tego jest zawodowym biegaczem, zamierza nas kupić, myślałem, że mi sznurówki odpadną.
Tak, Lewy Bucie, słyszałem, ale jak tylko go zobaczyłem, z jaką uwagą ów niezbyt wysoki mężczyzna przymierza i ogląda buty, wiedziałem, że nie będzie aż tak źle. Aha. Widzisz,  czuję, że ten młody człowiek będzie kimś wielkim...

- Do startu... gotowi... start!

Zdzisław zerknął na ekran telewizora i odwrócił wzrok. Rozumiem go. Chciał dobrze, a wyszło... Wyszło jak zawsze. Dziękuję, Lewy. Starał się, kto mógł przewidzieć, że się nie uda? Na pewno jest mu teraz ciężko. Może i tak, ale powiedz mi, który sportowiec zostaje pogryziony przez psa akurat w dniu Igrzysk? Nasz „Pechowiec”. Przecież to nie jego wina. Nie jego, nie jego, ale jednak nie wystartowaliśmy. Kupił nas specjalnie do tych biegów! Mieliśmy być butami mistrza! A jesteśmy, nie oszukujmy się, PECHOWCA! Uspokój się. To silny charakter, charakter zwycięzcy. Zobaczysz, jeszcze będziemy butami sporowca jakich mało...
- Do startu... gotowi... start!
Ruszyliśmy. Każde odbicie od ziemi wymaga ode mnie... Od nas, Prawy! Znowu o mnie zapomniałeś? Racja. Wymaga od nas pełnego skupienia, odpowiedniej amortyzacji, precyzji. Biegniemy coraz szybciej, coraz dokładniej musimy opadać na ziemię. Zdzisław przebiera nogami, wyprzedzamy po kolei wszystkich pozostałych zawodników. Tłumy szaleją! Podziwiają jego i nas! Już widać metę. Czuję, jak ten widok motywuje do wysiłku zarówno Zdzisława,  jak i Lewego. Phi! Bardziej niż widok mety działa na mnie widownia. Oni nas kochają, Prawy! KO-CHA-JĄ! Za chwilę koniec. Jeszcze pięć kroków, cztery... Co ty wyprawiasz!? Ja? Ja tylko... nadałem troszkę tragizmu tej całej sytuacji. Nic przecież tak nie podnosi napięcia jak niespodziewane potknięcie pod koniec. A i tak będziemy pierwsi, zobacz, jeszcze tylko dwa kroki, jeden... Jest! Jest! Mówcie mi „Mistrzu”! Wiedziałem, wiedziałem! A nie mówiłem, że wygramy? Przynieśliśmy sławę całej Ojczyźnie. Wyobrażasz sobie, co będzie, kiedy wrócimy, przepełnieni blaskiem zwycięstwa i dumą?  Już widzę te ogromne transparenty „Zdzisław Krzyszkowiak - polski olimpijczyk”! A na jego nogach - my! Kto zwróci uwagę na buty, mając nad nimi gwiazdę? Ech, ty zawsze taki... jak to się mówi... ponad wszystkim. A my jesteśmy na ziemi! Uczucie zwycięstwa jest niczym w porównaniu ze spojrzeniami, jakie wysyłać będą w naszą stronę te wszystkie szpilki... Nie byłbym tego taki pewien. Ale cóż, pozostaje mi tylko wierzyć, że i ty kiedyś zauważysz głębszy sens wygrywania...

marzec 2013,
Gabriela Krysiak, kl. II F

:::   :::   :::
1. miejsce w szkolnym konkursie poetyckim
zorganizowanym w ramach obchodów Dnia Patrona:

Ostatni start

Wszechmocni bogowie! Myślą biegnę teraz

do Olimpu Ziemi. Byłem tam już nie raz
Pomoc Waszą hojną uzyskać zdołałem
Jakem „Krzyś” Krzyszkowiak - wtedy wygrywałem!
Pomóżcie mi i w ten czas, gdy czekam na starcie -
O boski Hermesie - o Zeusa harcie!
O skrzydlata Nike, zwycięstwa królowo,
Raz jeszcze pomóżcie wygrać koncertowo.
Opiekunko szczęścia i losu człowieka
- Tyche, wesprzyj tego, co na pomoc czeka!
Wyprostujcie ścieżki biegu mego kręte -

Znajdźcie radę inną niż festina lente*
Litościwie zszedłszy z gór siedziby boskiej
Dłoń pomocną dajcie biegaczowi z Polski!
Ja w małości swojej nie chcę nic wielkiego -
tylko wygrać wyścig u wzgórza Waszego.
Chwały Wam przybędzie, pamięci potomnych,
Ofiar najwspanialszych, wdzięczności dozgonnych.
Zbuduję świątynię ze szczerego złota,
Byle tylko pomóc przyszła Wam ochota!

*festina lente - śpiesz się powoli


marzec 2013,
Gabriela Krysiak, kl. II F




                  
:::   :::   :::
Projekt edukacyjny - opiekun mgr B. Jankiewicz

"KOLOROWY ŚWIAT CHEMII" plik .pps

:::   :::   :::

IX  Wojewódzki Konkurs Literacki „
W cieple ogniska rodzinnego”

Wśród nagrodzonych znalazły się trzy z nich:
Alicja Bałachowska z klasy III c - zdobywczyni Nagrody Marszałka Województwa  oraz Wiktoria Jabłońska i Kamila Szymańska, absolwentki naszej szkoły, które zdobyły odpowiednio drugą
i siódmą nagrodę.
Prace konkursowe w plikach pdf
 Wiktoria Jabłońska  :::  Kamila Szymańska


:::   :::   :::

Wiersz "Wspomnienie dzieciństwa"  Dominika Pietrzyk II c
nagroda w VIII Wojewódzkim Konkursie Literackim
" Rodzina jako dar i zadanie".
/rok szk. 2011/2012/

Pokonuję nieograniczoną przestrzeń
W swym chodziku, niczym w nowym „Lambordżini”.

Nie powstrzyma mnie lawina, ani deszcze,

Ani szczeniak, co z miłości mnie obślini.

Starsza siostra się uśmiecha, a ja pędzę,
Nie przejmując się prędkością, ni podłożem,
Nić fantazji podczas mej podróży przędzę -
Kuchnia dla mnie Bieszczadami, salon morzem.

Nie wymawiam jeszcze dobrze ani słowa,
Gdy jem loda mam calutką brudną twarz,
W domu rządy obejmuję  ja – królowa,
I mam własną, rodzicielską, stałą straż.

Dzisiaj nikt nie biega za mną z aparatem
Czekając aż postawię pierwszy krok,
Grzechotka nie jest dla mnie całym światem,
I więcej chcę, niż gdy skończyłam rok.

I dobrze wiem, że zdjęcia mogą spłonąć,
Zatonąć może dziennik mojej mamy,
Lecz ja, gdy zechcę, czas mogę pochłonąć,
I wtopić się w rodzinnych wspomnień ramy.
:::   :::   :::

Czy pamiętasz?   Alicja Bałachowska, II C

nagroda w VIII Wojewódzkim Konkursie Literackim
" Rodzina jako dar i zadanie"
/rok szk. 2011/2012/

Czy pamiętacie nasze wspólne chwile? Pełne śmiechu spotkania przy ognisku, rodzinne zjazdy i wspólne wyprawy nad jezioro? Na pewno wiele wspomnień uciekło z głów, ustępując miejsca sprawom na pozór ważniejszym. Fala stresu zalała wasze umysły. Zapewne tak się stało, ale może serca pamiętają gamę uczuć powstałą w tamtych czasach?

            Czy pamiętasz, mamo, nasze spacery po lesie? Przestrzegałaś mnie przed zwierzyną
i trującymi muchomorami. Troskliwie opatrywałaś potłuczone kolana. Nie był ci obojętny los mojej główki wystawionej na działanie promieni słonecznych. Opiekowałaś się mną.
Pamiętasz, mamusiu, zmagania z matematyką? Byłam zrozpaczona niskimi osiągnięciami w tej dziedzinie, lecz ty zawsze mnie wspierałaś. Wierzyłaś, że mi się uda. Nie przejmowałaś się porażkami. Nauczyłaś mnie trudnej sztuki radzenia sobie z przegraną. Byłaś dla mnie nauczycielką. Przekazałaś trudną umiejętność cieszenia się z błahych rzeczy. Dzięki tobie zrozumiałam, że nawet mały kwiatek wręczony przez bliską osobę może być powodem do radości.
             Czy pamiętasz, tato, nasze wyścigi wokół placu zabaw? Zawsze, gdy cię wyprzedzałam i zatrzymywałam się, by na ciebie poczekać, wołałeś, abym nie oglądała się za siebie i biegła najszybciej, jak potrafię. To ty opowiedziałeś mi o złym świecie pełnym podłych ludzi i postanowiłeś nauczyć obrony przed złem wszelakim. Byłeś dla mnie tym, czy dla kości jest witamina D.
              Czy pamiętasz, tatusiu, nasze żarciki i przekomarzania? Obdarowałeś mnie świetnym poczuciem humoru. Dzięki tobie potrafię z niezwykłą łatwością obrócić wszystko w żart. To cenna umiejętność.
              Czy pamiętasz, bracie, nasze bójki i kłótnie? Życie z tobą w jednym pokoju to była prawdziwa szkoła przetrwania. Naśmiewałeś się ze mnie i mojej bezsilności, jednocześnie uczyłeś zasad walki słownej. Dzięki tobie wiem, kiedy warto się z kimś spierać, a kiedy lepiej umilknąć.
               Czy pamiętasz, braciszku, wyprawy rowerowe? To ty nauczyłeś mnie tej jazdy. Mogłam poczuć wiatr we włosach i bezgraniczne szczęście, gdy młóciłeś pedałami powietrze nieopodal mnie. Byłeś najlepszym przyjacielem. Uwielbiałam nasze wielogodzinne pogawędki, spacery po plaży i przechadzki do pizzerii. Gdy byłam zła i obrażona na cały świat, wystarczyło kilka słów z twych ust, bym wzięła się w garść.
               Czy pamiętasz, siostro, włóczenie się po strychu w nocy o północy? To ty sprawiłaś, że przestałam bać się ciemności! Wszelkie wyimaginowane potwory stawały się kiepską iluzją, gdy tylko otwierałaś drzwi od mojego pokoju. Opowiadałaś mi barwne historie o wróżkach
i feniksach. Rozbudzałaś tymi opowiastkami moją wyobraźnię. Byłaś lawiną niekonwencjonalnego spojrzenia na rzeczywistość. Tylko tymi słowami jestem w stanie opisać twą postać.
 
                Czy pamiętasz, babciu, wspólne pieczenie ciasteczek? Zapach czekoladowych słodkości wspominam po dziś dzień. O, kuchmistrzyni! Twoje naleśniki z bitą śmietaną to była poezja, a nie zwyczajny deser. Dzięki tobie mój teraźniejszy jadłospis nie składa się
z zamówionej w biegu pizzy czy hot-dogów. Umiem sama skomponować pożywne dania. Przekonałaś mnie, że żadna dieta nie ma szans w porównaniu z potrawami przygotowanymi własnoręcznie.
                Rodzina to nie banda malkontentów. Owszem, czasem ktoś krzyknie, czasem ktoś stłucze szklankę, innym razem oparzy inną osobę herbatą, lecz wszelkie tego typu sytuacje przy ogólnej sile rodziny stają się marnymi błahostkami. Bliskie osoby nas wspierają i oferują pomoc. To prawdziwy skarb.
                
Mogę z czystym sumieniem rzec, że rodzina jest najważniejsza!

:::   :::   :::

         






Librus

Kalendarz roku

Podręczniki

Pomoc i opieka

Publikacje uczniów

Relacje z podróży


głodne dzieci nie myślą o nauce


















© 2010 Gimnazjum Nr 2 im. Z. Krzyszkowiaka w Ostródzie

::: strona główna ::: kontakt :::